Do wyjazdu pozostało już tylko 10 dni. Z moim doświadczeniem podróżniczym nie powinnam się tym faktem stresować, ale w tym przypadku jest trochę inaczej. Być może dlatego, że nie jest to tylko daleka podróż, ale spełnienie mojego marzenia.

Spraw do załatwienia są dziesiątki. Spraw, o których trzeba pamiętać, pewnie setki. Codziennie, w związku z akcją, przeprowadzam ok. 20 rozmów telefonicznych. Systematycznie wpływają do nas urządzenia, leki i inne akcesoria od sponsorów. Trudno powiedzieć, że zaczynam myśleć co ze sobą wezmę, bo myślę już o tym od tygodni. Repelenty na komary, długie spodnie i długi rękaw, moskitiery i ubrania antykomarowe (jakkolwiek dziwnie to brzmi) to pozycje obowiązkowe na liście rzeczy do spakowania. Owady to duży problem w Kamerunie. Nie dają człowiekowi spokoju. Przynajmniej komary gryzą tam tylko od zmierzchu do świtu, więc dają trochę wytchnienia.

Do walizki trafią także wysokie buty chroniące przed ugryzieniami węży,krem z filtrem – co najmniej 50 – i aparat. Zalecono nam wziąć także stopery do uszu, żeby zabezpieczyć się przed głośnym bębnieniem przez Kameruńczyków w noce poprzedzające pogrzeby.Podobno przydają się też gumy miętowe, na żołądek. Do zabrania jest mnóstwo, a przecież musimy jeszcze pamiętać o kilkudziesięciu kilogramach sprzętu i lekach. Coś czuję, że pakowanie będzie skomplikowaną operacją logistyczną.

Szczepienia mam już odhaczone, wszystkie, które były na liście zalecanych szczepień. Na malarię niestety szczepień nie ma, więc zostają nam tylko leki antymalaryczne. 12 tabletek kosztuje co prawda prawie 200 zł, ale trudno. Zdrowie najważniejsze.

Trzeba będzie też się zaopatrzyć w napoje, różnego rodzaju. Na miejscu pierwszą rzeczą jaką kupimy będą zgrzewki wody. Dużo zgrzewek. W Brukseli, gdzie mamy przesiadkę trzeba będzie skorzystać ze sklepu bezcłowego i kupić…whisky. Dla celów antybakteryjnych oczywiście. Co ciekawe, wszystkie osoby udzielające mi rad przed wyjazdem zawsze na koniec “mówiły dużymi literami”: i nie zapomnij o whisky! Trunek ten nie jest moim ulubionym, ale jak już pisałam, zdrowie najważniejsze. Za to podobno w Kamerunie mają wyśmienite piwo kukurydziane. W czasie wyprawy dam znać, czy faktycznie jest takie dobre.

Ciągle czytam o Kamerunie, o tym czego mogę się tam spodziewać. Czytanie, czytaniem, ale pewnie jak dojedziemy na miejsce, rzeczywistość zweryfikuje wszystkie książki i internet. Nie mogę się tego doczekać…