Wczoraj żegnałyśmy się z Koleżankami i Kolegami  w Klinice. W takich momentach człowiek przypomina sobie z jakimi fantastycznymi ludźmi  pracuję. W oku zakręciła się łezka. To naprawdę budujące. Wszyscy się o nas martwią, a my w ogóle nie mamy na to czasu. I całe szczęście!!

Konrad zaczął mi wczoraj opowiadać, jak Go pogryzły muszki i robaki…  Poprosiłam, żeby dokończył w samolocie do Jaunde, bo te ostatnie noce chciałabym przespać spokojnie bez niespokojnych myśli o insektach.

Mam już swoją typową “chorobę przed podróżną” – jem, jem, jem. To podobno jak nasi przodkowie- na zapas – bo nie wiadomo kiedy będzie następny posiłek. Dobrze, że wszystkie podróżne ciuchy mam rozmiar za duże:)

Dziś wyjeżdżamy do Warszawy. Tam Konrad odbiera nas z dworca centralnego i jedziemy do niego do domu gdzie trzeba się będzie jeszcze przepakować.

Trwają poszukiwania grubej, lekkiej i interesującej książki na podróż:)

Iwona