Udało nam się dotrzeć do polskiej misji w Nguelemendouka. Przemierzyliśmy 400 km, w tym ok. 100 km drogą przez busz.

Każdy tak daleki kurs musi zostać dobrze wykorzystany, dlatego jechaliśmy pickupem Toyota załadowanym po brzegi. Na pace wieźliśmy zamrażarkę, 50 chlebów i dużo pitnej wody. Dla nas znalazło się miejsce z przodu. Niestety od rana zapowiadało się na deszcz, dlatego wszystko zapakowano w worki żeby nie zmokło i obwiązane sznurkiem z dętki. Niewiarygodne jak tutaj wykorzystuje się zużyte przedmioty.

Niestety prognozy się sprawdziły i przez większość trasy lało. Przez jakiś czas jechaliśmy także w burzy. Droga bardzo trudna, mokra, śliska i na wielu odcinkach szeroka na jeden samochód. Na poboczach bagno, a potem już tylko busz. Zdarzały się dziury i koleiny głębokie na metr, ale wszystko skończyło się szczęśliwie. Mijaliśmy bus, z którego na wszelki wypadek wysiedli ludzie, żeby nie utknął w błocie.  Przy drodze rosły piękne baobaby. W nocy nie przespaliśmy wielu godzin po tak dużej dawce adrenaliny:)

Przed wyjazdem z Jaunde mieliśmy okazję poznać Siostrę Eligię, która jest bardzo ważną postaci. Siostra zakładała misje we wschodnim Kamerunie 25 lat temu i pracowała jako szkoły dla dziewcząt. Przyjechała tu w wieku 28 lat, ale po 3 latach ciężko zachorowała na wirusowe zapalenie wątroby typu B i była zmuszona do wyjazdu. Od tego czasu teraz była pierwszy raz na miesiąc w Kamerunie w odwiedzinach.

Ja (w zielonej koszulce)i nasi przyjaciele przed wyjazdem z Jaunde oraz nasz samochód.

Droga w Kamerunie podczas pory deszczowej (źródło: http://hiprojects.wordpress.com/2009/11/29/total-health-mobile-unit-expands-its-reach/)