Dzisiaj udało nam się przebadać 6 klas – dzieci w różnym wieku. Wyniki nadal bardzo dobre, a dzieci widzą lepiej niż w Polsce.

Zaskakujące jest to, że dzieci w Kamerunie bardzo dobrze widzą i nie wykrywamy wielu wad. Wyniki są zdecydowanie lepsze niż w Polsce. Dziś wśród ok. 200 przebadanych dzieci tylko 11 miało złe widzenie i będzie potrzebowało okularów. Jest natomiast wiele zapaleń spojówek różnego typu (ropne, alergiczne) oraz podrażnionych oczu z wiatru i słońca.

Początkowo badania szły nam bardzo źle. Dzieci z I klasy i zerówki nie znały liter i cyfr. Niestety nie znały także europejskich obrazków (koło, ptaszek itp.)!!! Jakby tego było mało część dzieci mówiła tylko w języku maka i nie znała ani słowa po francusku. Niestety nauczyciele dzieci początkowo nie byli pomocni i tylko przyglądali się naszej pracy. W dodatku pod naszym oknem było boisko, na którym grały dzieci. Było głośno i utrudniało to badania. W końcu uznałam, że w takich warunkach nie przebadamy dzisiaj wielu dzieci i poszłam po pomoc do Siostry, która rozpętała prawdziwą burzę:) Trochę pokrzyczała i poustawiała wszystkich po kątach. Zrobiła się absolutna cisza i nareszcie mogliśmy pracować w spokoju.

Pokój badań, to jeszcze nie wyposażona pracownia komputerowa. Kilka stolików, ławki i nasz ,,przenośny gabinet”, a dokładnie dwa stanowiska do badań widzenia. Jedno z obrazkami, których niestety dzieci nie znają, a drugie z cyferkami, z którymi jest jeszcze gorzej. Niestety wszystko wychodzi dopiero podczas badań. Dzieci są bardzo przejęte badaniami i boją się. Nie są przyzwyczajone do widoku lekarza, a co dopiero białych lekarzy. Najgorzej było z zerówką i pierwszą klasą. Badania dłużyły się z powodu nieznajomości obrazków i cyfr. W końcu wpadliśmy na pomysł, żeby nauczyciele w trybie przyspieszonym nauczyli dzieci, że kółko, to kółko, domek, to domek itd. Trochę pomogło i przyspieszyło badania. Na szczęście w trzeciej klasie część dzieci znała alfabet, a większość uczniów znała litery O i U. Opracowałyśmy metodę badania, która polegała na znalezieniu 3 liter, które dziecko zna i pokazywaniu ich na przemian. Tak udało się do godz. 16.30 przebadać 6 klas. Jutro prawdopodobnie będzie lepiej, bo będziemy badać starsze klasy, które znają alfabet i cyfry.

Na tym badania się nie kończą. Jeszcze kolejka dorosłych, którzy chcą skorzystać z okazji – miejscowi nauczyciele i zaprzyjaźniony doktor (chirurg), którego mogliśmy obserwować podczas pracy, gdy wykonywał operację z użyciem wyjałowionej łyżki stołowej. Okazało się, że ma 45 lat i bardzo duże doświadczenie w zabiegach wykonywanych w fatalnych warunkach. Przebadaliśmy także miejscowego komendanta policji, który miał bardzo kiepskie widzenie. Aż trudno uwierzyć, że może wykonywać taką pracę.Raczej nie powinien nosić broni palnej;)

Po męczącym, ale owocnym dniu marzyłyśmy już tylko o odpoczynku i kolacji. Bardzo zasmakował nam biały serek, które Siostry przygotowują często na śniadanie. Robi się go z mleka w proszku, dlatego że nie ma tu krów. Pewnie zastanawiacie się dlaczego? W tej okolicy występuje mucha tse-tse i wszyscy wiedzą, że krowa, to zagrożenie śpiączką afrykańską.

Usiadłyśmy zmęczone z Agnieszką przy stole, patrzymy, a tu jedzenie wychodzi nam z pokoju:) Zostawiłyśmy świeże bułeczki na stole, które upiekła dla nas wspaniała tutejsza kucharka Irenka (miejscowa kobieta, którą Siostry nauczyły gotować). Niestety bułeczki zasmakowały także mrówkom faraona, które miały prawdziwą ucztę. Połówka cytryny, którą zostawiłyśmy rano, zmieniła kolor na czarny. W końcu muszki muszą też się czymś żywić;) Jedzenie psuje się tutaj bardzo szybko.

Następnego dnia dowiadujemy się, że w szkole, którą przebadaliśmy, na 17 nauczycieli aż 5 jest nosicielem wirusa HIV. Smutna tutejsza rzeczywistość.

Iwona

Okuliści dla Afryki podczas badań.