Jesteśmy w Abong Mbang i próbuję wysyłać maile, ale z kiepskim efektem. Nagle dostajemy telefon z Nguelemendouka. Dzwonili z jakiś władz i pytali czy to prawda, że są biali i leczą ludzi. Konrad się zaniepokoił, dlatego że mogą chcieć pieniędzy, a od takiej pomocy też się płaci ,,podatek”. Ja też się zaniepokoiłam . Co prawda my tylko badamy dzieci, a nie leczymy, ale niepokojący wydaje się fakt, że ktoś się nami interesuje.

Komary w Kamerunie nie bzyczą. Cała jestem wypsikana repelentem, ale jak zapomnę o twarzy, to i tak dziabną. I to nie prawda, że gryzą tylko od zmierzchu do świtu.

Wracamy do badań. Dzisiaj badaliśmy kobietę, której niestety nie można pomóc. Po stanie zapalnym oka wystąpiło bielmo rogówki, które wymaga operacji. Tutaj nie można jej wykonać, a nawet jeśli w stolicy operują zaćmy, to rogówek nie przeszczepiają na pewno. W Polsce naprawdę mamy się dobrze, chociaż ciągle narzekamy na kolejki do lekarza i czas oczekiwania na zabieg oraz na NFZ. Tutaj nie ma na co narzekać… Bo nie ma kolejek, NFZ ani lekarzy.

Często stykamy się z prawdziwymi dramatami, które tutaj wpisane są w życie. W pierwszy dzień badań 25 km szedł pieszo do nas staruszek i czekał cały dzień , żeby tylko dowiedzieć się, że ma zaćmę na oba oczy i musi jechać do stolicy na zabieg. I wszyscy wiedzą, że nie pojedzie bo nie ma za co. Nigdy nie był nawet w najbliższym mieście. Jest skazany w przyszłości na ślepotę.

Pacjentka, matka chłopaka z seminarium, usłyszała ode mnie, że już nigdy nie będzie widziała. Miała ciśnienie w oczach 70 mmHg, czyli jakieś 50 mmHg ponad normę. Nerwy wzrokowe w obu oczach zostały całkowicie zniszczone. Tak strasznie płakała i siedziała na misji do wieczora. Siostra dała jej trochę pieniędzy. I tak sobie wtedy pomyślałam: po co ja tu przyjechałam??? Odebrałam Jej nadzieję. Nie wiem co lepsze, czy to jak zwodzili ją lekarze w Yaounde i brali pieniądze za leczenie, czy to, że dowiedziała się ode mnie, że już nigdy nic nie zobaczy? Ale z drugiej strony są dzieci, którym możemy pomóc, to dodaje mi sił i rozwiewa wątpliwości.

Tak naprawdę, to okulary tu są potrzebne wszystkim po 40, jak w Europie. Nauczyciel, który nie widzi nie nauczy dzieci niczego. A jak ich zbadamy, ale nie damy okularów to i tak nie będą mieli. A jak im zrobić, skoro my zbieramy tylko na okulary dla dzieci Afryki.

 

Bardzo dużo dzieci i dorosłych ma zapalenia spojówek ropne, w wyniku filariozy lub z podrażnienia przez przebywanie w chatach, w których jest ciemno i na ogniskach małych gotuje się kolację. Dym ciągle podrażnia oczy.

Kameruńczycy jedzą jeden posiłek dziennie i jest to właśnie kolacja. Przez cały dzień w zasadzie nic nie jedzą, chyba że zostanie coś z kolacji.

 

 

Okuliści dla Afryki podczas badań.

Kolejka do badań. Potrafią być na prawdę długie.