– Nie potrafimy sobie wyobrazić tego jak tam może być. Albo nie zrobię nic, albo cofnę się do starożytnych metod. Nie odważyłam się niestety tego zrobić – wspomina okulistka, która pojechała pomagać do Kamerunu. Wraz z drugą Polką, w środku afrykańskiego, deszczowego lasu, z dala od zasięgu sieci komórkowych i tam, gdzie prąd czasami jest tylko godzinę w ciągu dnia przebadały wzrok ponad 1700 dzieci przez kilkanaście dni. Kilka tygodni po ich powrocie do kraju, na czarny kontynent poleciało 130 par korekcyjnych okularów, które teraz noszą mali Kameruńczycy.