W tym roku pora deszczowa nas nie oszczędza. Leje codziennie, długo i mocno. W drodze na misję kilka razy musieliśmy stawać, bo deszcz był tak silny, że wycieraczki nie nadążały ze zbieraniem wody. Nam to jednak nie przeszkadza. Jedziemy przez miasto, które wczoraj tętniło życiem, ludzie byli wszędzie, dorośli, dzieci, grali, kupowali, rozmawiali. Nie dało się przejechać autem pośród tłumu pieszych i motocykli wymieszanych na ulicach. A w dzień wyborów na ulicach nie ma prawie nikogo. Sklepy, targ, bary, stacja benzynowa pozamykane. Pojedyncze osoby zmierzają w kierunku swoich domostw. Zdjęć lepiej nie robić, możemy być podejrzani. W takiej dziwnej, nieafrykańskiej atmosferze dojeżdżamy do…. Tego dowiecie się już jutro 🙂

Teraz na blogu oprowadzę Was po naszym czterogwiazdkowym hotelu, który specjalnie dla nas przygotowała Siostra Nazariusza, za co serdecznie dziękujemy!

Fot. Deszcz tropikalny, lubię jego szum.