W weekend dojechaliśmy do Abong Mbanu. Teraz mam chwilkę, to opiszę swoje “drugie” pierwsze wrażenie z przyjazdu do misji w Afryce oraz nasz tegoroczny czterogwiazdkowy hotel 🙂

Dojechaliśmy do misji w Abong Mbanu. Jest ona prowadzona przez Siostrę Nazariuszę, która zajmuje się przychodnią i Siostrę Alicję, która sprawuje pieczę nad szkołą. Misja polskich sióstr Duszy Chrystusowej działa już od 12 lat. W 1991 roku Zgromadzenie  Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana podjęło pracę w Djouth  w Kamerunie, w małej wiosce w głębi afrykańskiego buszu. W 2002 roku siostry otworzyły drugi dom formacyjny w Kamerunie w Abong Mbangu.

Już nie muszę przypominać sobie, jak to było rok temu na wschodzie. Teraz mam real time. Prądu nie ma od kilku dni w ogóle, a od sierpnia włączali tylko nocą na godzinę, dwie. Nocą – między 2 a 4. Wtedy schładzała się lodówka, Siostry budziły się i wstawiały pranie, ładowały wszystkie urządzenia na baterię, grzały wodę. Teraz, gdy od kilku dni nie ma prądu wcale, w lodówce jest temperatura pokojowa, zamrażalnik jeszcze trochę trzyma chłodu, ale już nie mrozi. Z Yaounde Siostra Nazariusza przywiozła akumulator. Dzięki temu, wieczorami jest światło  jest w części jadalnej, kuchni i naszych pokojach światło. Co prawda tylko 12V, ale lepiej to niż nic.   Fot. Konrad (Dentysta w Afryce) w jadalni. Fot. Smażymy świeże ryby na kolację. Były pyszne  🙂   Ale w porównaniu z ubiegłym rokiem jest lepiej!!! Jest internet, może nie ciągle dostępny, ale jest. Siostra Nazariusza  zrobiła sieć i każdy z nas może się podłączyć. I chodzi dużo szybciej niż ostatnio. I jest bieżąca woda. Wymieniona została pompa, która zepsuła się w ubiegłym roku akurat, gdy przyjechaliśmy do Abong Mbang na badania. Do dziś pamiętam rozczarowanie, które przeżyłyśmy na wieść o zepsutej pompie. Byliśmy w Djucie. Djut to wioska w buszu, do której nie prowadzi asfalt, za to utwardzona droga jest szersza niż gdzie indziej. Szersza, bo muszą zmieścić się na niej ogromne tiry wywożące złoto tego regionu – drewno. Na misji w Djucie woda była tylko z wiaderka. Zimna. Po całym dniu badań nawet to nas zadawalało. Spokojnie można się wykąpać. Ale wyjeżdżając po 3 dniach miałyśmy już przed oczyma prysznic, z ciepłą wodą, mycie głowy i takie babskie fanaberie. Gdy pojawił się zasięg sieci komórkowej, dzwonimy powiadomić o naszym przyjeździe do Abong Mbangu i słyszymy – pompa zepsuta, woda tylko z wiaderka. Zimna. Nasze rozczarowanie musiało być bardzo widoczne, bo Siostry zadzwoniły do misji w Dimako, która była po drodze z prośbą – czy lekarze mogą przyjechać się wykąpać? Mogliśmy. To było piękne. Za to teraz w Abong Mbangu woda jest ciepła, zimna, z kranu, z prysznica i jak kto chce. Taka mała rzecz, a tak bardzo cieszy. Fot. Mój pokój na misji w Abong Mbangu. Gdyby nie karaluch, który dziś się tam wprowadził byłoby super. Dobrze, że Siostra Nazariusza go wyprowadziła. Fot. Dzięki Tropikerowi pod zieloną moskitierą czuję się bezpiecznie. Ale na wszelki wypadek jest jeszcze druga 🙂 Fot. Moskitiera, śpiworek jedwabny, latarka i telefon – to elementy, z którymi teraz śpię.