Odpowiedź jest w zasadzie bardzo prosta: bo nie ma sieci energetycznej. I można by na tym poprzestać, ale postanowiłam przybliżyć nieco ten problem. Na zachodzie są elektrownie, wodne na pewno a czy inne nie wiem. Są linie przesyłowe wysokiego napięcia. Widziałam wielkie słupy jak u nas i słupki przy drogach podobne do tych w górach w rejonach narciarskich – cienkie, wysokie na jakieś dwa metry, tu doprowadzają prąd do wiosek. W miastach prąd jest prawie zawsze, na wioskach też, pod warunkiem, że słupki się nie przewrócą. Tak jest w zachodnim Kamerunie – jest sieć.

We wschodnim nie ma sieci, są generatory w mieście Bertoua. Bertoua to stolica Prowincji Wschodniej i departamentu Lom-et-Djérem. W Bertoua jest 10 generatorów prądu, które zaopatrują całą prowincję. Linie przesyłowe rozchodzą się promieniście do większych miast, m.in. do Abong Mbangu i do wiosek leżących w pobliżu miast. Niestety od sierpnia sześć z dziesięciu generatorów nie działa. A te cztery nie są w stanie zapewnić stałych dostaw. Nikt nie naprawia uszkodzonych, bo podobno zmienia się właściciel firmy. I tak wszyscy nieustannie czekają: firma na inwestycje nowego właściciela, a ludzie na prąd. I my też czekamy, czekamy, czekamy…..

Co ciekawe, czy prąd jest czy go niema trzeba za niego płacić. Płaci każda rodzina do domu której jest doprowadzony kabel. Oczywiście misje, kościoły, przychodnie itp. też płacą. Co więcej, gdy prąd jest tylko czasami to rachunki są większe niż w okresach, gdy był cały czas. To jest sztuka.

O tym, że w buszu nie ma prądu i dlaczego pisałam rok temu, i tego tematu już dziś nie poruszam.