Nic w tym kraju nie można zaplanować!!!! Jak już udało się przewieźć z Polski sprzęt, poskładać, urządzić gabinet, wymyślić jak poradzić sobie bez prądu z urządzeniami na 220V to zaczęła się ulewa tropikalna. Pada od 6 rano, nie pada – leje. Siedzimy na misji, bo w takim deszczu nikt nie przychodzi do przychodni. Dzieci nie idą do szkoły, ludzie nie przychodzą do kościoła. Rzeki płyną ulicami, kilkanaście  sekund na takim deszczu załatwia i prysznic i pranie jednocześnie.

To siedzę sobie po śniadaniu, wsłuchana w szum lejącej się z nieba wody i piszę na blogu to, czego wczoraj nie zdążyłam. Niestety drzemka w tej ulewie nie jest możliwa – za głośno.