W piątek po śniadaniu wyjechaliśmy do stolicy na bazar – zakupy zaopatrzenia i po południu wyruszamy:-) Oczywiście zasada, że “większy ma rację” to tutaj podstawowa reguła na ulicach. Siostra Nazariusza prowadzi Toyotę Hilux z dużą wprawą. Autko ma swoją wagę i wymiary, co budzi stosowny respekt u większości uczestników ruchu. Dzięki temu wydostajemy się ze stolicy w dość szybkim tempie, jak na korki, jakie tu panują. Po kilkunastu kilometrach ruch staje się minimalny. Na drodze spotyka się przede wszystkim duże ciężarówki wyładowane drewnem, samochody osobowe, dużo busów i motocykli. Przy drodze mijamy osady. Złożone z kilku, rzadko kilkunastu chat zbudowanych z gliny i drewna. Ciągle zwraca moją uwagę bogactwo barw na ubiorach wielu kobiet. Poboczem maszerują parami lub trójkami dzieci z kolorowymi plecakami. Maluszki mają nierzadko po kilka lat, a pokonują naprawdę duże odległości.

Do celu dotarliśmy przed zachodem słońca. Wyładowaliśmy bagaż z samochodu i już był wieczór. To region okołorównikowy, dlatego słońce zachodzi ok. 18 i po kwadransie jest już ciemno i widać jasno świecące gwiazdy. Po 30 minutach od zapadnięcia ciemności wyłączono prąd. Tutaj to norma. Włączono dopiero po 22. Kolacje jedliśmy przy lampkach – bardzo nastrojowo.  Dobrze, że przywiozłem ze sobą kilka małych lampek LED, przydały się natychmiast. Po chwili “padł” internet. Akumulator zasilający router rozładował się. Jeden z UPS-ów, które miałem w bagażu, uratował sytuację. Po chwili internet wrócił i mogłem wysłać zrobione zdjęcia i relację.

Darek

4 3 6 5