Na lotnisku czekał na nas przewodnik – młody Afrykanin z kartką o treści: Iwona Party Bocian Safari. Uśmialiśmy się, że impreza się zaczęła i chyba pobijemy rekord w ilości par dziecięcych oczu, które będziemy na niej gościć 😉

Załadowaliśmy się do busa i ok. 40 km jechaliśmy z lotniska do stolicy, do Siostry Jadwigi. Na misji czekało już na nas pyszne śniadanie z namibijskimi kiełbaskami i zimnym, orzeźwiającym arbuzem, który szybko postawił nas na nogi po długim locie.

Podróż była całkiem znośna. Na lotnisku w Krakowie odprawa odbyła się bez problemu, potem świętowałyśmy początek wyprawy małym Proseco, a we Frankfurcie szybkie jedzonko i już lot do Namibii. Lotnisko w Winthouk wielkie nie jest, ale sprawnie poszła odprawa i odbiór bagaży. Podchodząc do lądowania Agnieszka powiedziała, że widzi taki wielki trawnik i pośrodku lotnisko. I tak to wyglądało. Wokoło nic, tylko trawa.

Czekamy na Bocian Safaris i będziemy ustalać co dalej.

Pozdrawiamy:)))

Iwona

2

Fot. Wylądowaliśmy. My i nasze bagaże 🙂

5

Fot. “Iwona Party Bocian Safari” pakuje się do samochodu 🙂

3

Fot. Lotnisko. jest ciepło, więc nawet samochody mają swoje parasolki 🙂

4

Fot. Pierwsze domy – 10 km od lotniska.

9

Fot. Absolutnie inny kraj niż Kamerun. Pierwsze wrażenie – jesteśmy w Europie tylko Afrykańczyków dużo.

6

Fot. Winthouk z okna samochodu.

10

Fot. Nawet KFC jest przy drodze.

11

Fot. Pierwsze nowe smakołyki – owoc muzilla, słodki, podsuszony.

12

Fot. Muzilla wyglądem przypomina rodzynki sułtańskie, smakiem daktyle.