W pierwszy dzień pobytu w Namibii przejechaliśmy tylko i aż 265 km. Następnego dnia mieliśmy jednak do pokonania 960 km, jeśli oczywiście chcieliśmy dotrzeć do Katimy przed zmierzchem. Choć pobudka o 6.30 nie napawała nas zachwytem, to zdecydowanie bardziej woleliśmy to niż jazdę po zmroku. W Namibii nie jeździ się po zachodzie słońca – ze względu na zwierzęta, a na północy także na zagrożenie napadami.

Na blogu znajdziecie relację z tej podróży i kilka cennych wskazówek, które jak się okazało warto traktować poważnie 🙂

Poniżej na zachętę do wejścia na bloga krótki opis pierwszego spotkania face to face ze słoniem 🙂

23

Fot. Nasz pierwszy słoń wyszedł z krzaków, prosto na nas z uszami podniesionymi, co świadczy o tym, że rusza do ataku.

W tym momencie zaczęłam się zastanawiać czy szybciej rozpędzi się słoń do 80km/h (taka prędkość była na znakach drogowych ostrzegających o słoniach – z taką prędkością biegają) czy Agnieszka zdąży wrzucić bieg (stała na luzie) i my się rozpędzimy.

Na szczęście słoń jak zobaczył, że ruszamy przestał się rozpędzać. Udało się. Poczekał na nasz drugi samochód i na nich groźnie patrzył.

Młode samce słonie (takie kilkuletnie) zostają usunięte ze stada i one są samotne i groźne. A do tego postawa słonia bokiem to odpowiednik zjeżonego psa, który szykuje się do ataku o czym dowiedzieliśmy post factum.

A potem było stado słoni, całkiem łagodnych, słonice z małymi przechodziły przez drogę z przodu. Zatrzymaliśmy się, żeby je przepuścić,a w tym czasie za nami wyszła reszta stada, tak ok. 20 słoni i przechodziły na drugą stronę drogi.