JEST, nie oznacza nic ponad to, że właśnie jest. Za chwilę, lub w dowolnym innym momencie może go znowu nie być na dowolnie długo. To jest Afryka, tu są nieco inne standardy niż w Europie. Za chwilę postaram się dodać kilka zdjęć w chronologicznej kolejności, od momentu kiedy przesłałem ostatnie zdjęcia. Gdyby mi się to nie udało teraz, spróbuję później.

Wylot z Berlina był opóźniony, drobiazg, nieco ponad 2 godziny. A czas na przesiadkę z Brukseli do Yaounde mieliśmy planowo 1 godz. 50 min. Czyli jak by tego nie liczyć, było nerwowo. W drodze jednak, albo pilot się starał, albo dobre wiatry niosły nas szybciej, ostatecznie dotarliśmy do Brukseli na 3 minuty przed planowym startem naszego samolotu do Yaounde. Jeszcze lepiej, że wysiadalismy na tym samym terminalu, z którego mieliśmy wylot, więc tylko szaleńczy bieg do Gate T67 i po chwili byliśmy na pokładzie. Czyli jest OK. Wprawdzie jeszcze w międzyczasie chwila emocji, bo siostra Nazariusza, która miała nas odebrać z Yaounde przysłała mi SMSa z zapytaniem o której godzinie lądujemy w Douali J  Czyli jest nieźle… Szybki SMS z odpowiedzią, bo już startujemy i czas wyłączyć komórki. Po chwili lecimy. Godzinę poźniej pod nami Alpy, potem Morze Śródziemne i wlatujemy nad Afrykę, robi się ciemno – już wieczór.

20150117_9 20150117_8

Przylot do Yaounde zgodny z planem. Wyjątkowo sprawnie i szybko odprawa paszportowa oraz odbiór bagaży, dotarły wszystkie! Jesteśmy!!!
Na lotnisku czekają już na nas siostry. Jest OK. Podróżowanie nocą nie jest bezpieczne, a zwłaszcza białych ludzi z bagażem, wiec pozostajemy w Yaounde do jutra. Jedziemy do misji Dominikanek, tam mamy nocleg. Na drzwiach do pokoju spotykam miłą kateczkę. Następnego dnia śniadanie, zakupy (w stolicy taniej i więcej produktów) pakujemy się i jedziemy do misji w Abong-Mbang, to ok. 260 km. Tradycyjnie już zamieszczam fotki bagaży (w sumie ważą wiecej niż ja 🙂

20150117_3 20150117_7

Piątek wieczorem, dotarliśmy do Abong-Mbang! Po drodze krótka wizyta w misji Ayos. Kolacja, początek rozpakowywania bagaży i spać. Internetó nadal prawie nie ma, jest tak wolny transfer, że muszę zaczekać z publikacją relacji. Może bedzie w sobotę. Chyba już się domyślacie jaką wartość mają afrykańskie zapewnienia, ale zawsze warto wierzyć 🙂 Rozpakowuję cześć starannie zapakowanego bagażu, trochę tego jest! Robię fotki i kładę się spać.

20150117_4 20150117_6 20150117_5