Wieści od dra Darka, jak rozpoczął luty w misji w Abon-Mbang:

Poniedziałek bez zdjęć – nie miałem kiedy zrobić. Od rana dosłownie tłum pacjentów. Każda wizyta trwa długo, ponieważ nieliczni pacjenci znają trochę angielski. Niektórzy nie znają urzędowego – francuskiego, a jedynie swój plemienny język a jest ich w Kamerunie ok. 300, w okolicy kilkanaście. W większości przypadków trzeba tłumaczyć. Albo siostra Nazariusza – z francuskiego na polski i oczywiście odwrotnie, albo pielęgniarka Maria – z francuskiego i lokalnych na angielski i w druga stronę też. Wszystko postępuje jak na zwolnionym filmie. Dzień zakończyłem liczbą 46 przyjętych pacjentów, jak na te warunki to bardzo dużo. Chyba dzisiaj pójdę wcześniej spać

Wtorek niewiele różnił się od poniedziałku, po powrocie był obiad, chwila odpoczynku i kolacja w misji u O. Franciszkanów, na zaproszenie brata Jonasza, który przeżył kilka dni temu napad – dwóch uzbrojonych w maczety i łom bandytów dotkliwie go pobiło. W Afryce nie jest bezpiecznie.
Środa tez była pracowita, na początek badania dzieci w szkole w Mamphang – ok. 300 a potem szybko do gabinetu, bo już uzbierało się dużo pacjentów. Do 16 ponad 30 osób. W szkole zrobiłem kilka zdjęć.

Fotorelacja z opisem dra Darka:

Szczerze mówiąc czasem mam “mieszane uczucia” Ten świat jest inny, mentalnie, kulturowo, właściwie pod każdym względem. Ale dzieci są zwykle autentyczne, interesują się nami, naszą innością, mają też w sobie dużo dziecięcej radości, ale czasem też i dużo smutku.

Abon-Mbang, V misja-1

Niezawodna Siostra Nazariusza jak zwykle pomagała w badaniach.

Abon-Mbang, V misja-2

Na koniec zbiorowe zdjęcie na tle jednej z najmłodszych klas.

Abon-Mbang, V misja-3

 

Abon-Mbang, V misja-4 Abon-Mbang, V misja-5

I z nauczycielami:

Abon-Mbang, V misja-6