ŚW oczekiwaniu na ciepłą wodę, która nie zagrzała się z powodu braku prądu, piszę co nas dzisiaj spotkało.

Dzień zaczął się koszmarnie.

Stoję rano przy biurku w Agi pokoju i czytam książkę. Aga budzi się pod moskitierą i pyta zaspanym głosem – co czytasz?

– książkę o tym jak postępować z wężem – rzucam przez ramię.

– po co? – pyta Aga.

Odwracając się do niej mówię – bo tu są węże. Otwieram szeroko oczy i dodaję – jeden leży Ci na brzuchu!

Aga łapie go i zaczyna ściskać i w tym momencie budzi się naprawdę.

Agę dopadły koszmary senne po Malarone. W trakcie naszych pobytów w Afryce przerobiłyśmy bezsenność po tym leku p/malarii, również nieustanną senność, z którą walczyłyśmy badając pacjentów. A dziś koszmary. Z drugiej strony lepiej, że to senny koszmar niż real. Węże na misji bywają, nie jeden raz je widziałyśmy.

Po tej koszmarnej opowieści Agi zobaczyłam się w lustrze!!! Wczoraj wstałam o 4.00 rano i wieczorem padłam spać z mokrą głową. No i rano zobaczyłam mój koszmar. Połowa głowy pokręcona – to ta właściwa, odpowiednia do mojego charakteru.  Druga połowa, ta na której spałam,  ma jakieś proste druty. Z tyłu sterczą rogi!! I Nic się z tym nie da zrobić. Na mycie głowy za późno, bo pacjenci już czekają, spinek za mało, gumka nie łapie. Powinnam założyć czapkę, ale nie mam. Po wielu próbach wyglądałam „jakoś”, raczej nie jak czarodziejka.

Krzysiek o koszmarach dziś nie opowiadał, ale jak będzie miał w przyszłości to na pewno napiszę.

Po śniadaniu wyruszyliśmy do pracy. Ks. Wojtek mówił, że na dziś nie jest zapisanych wielu pacjentów, dlatego ze zdziwieniem zobaczyliśmy tłum ludzi, którzy nie zmieścili się w przychodnianej poczekalni. Fama się rozeszła, jak powiedziała Beatris, pielęgniarka i nasza tłumaczka. Ludzie pojechali na weekend do domów, na wioski, opowiadali, że są doktorzy od oczu, leczą, dają okulary, krople. I dziś przeszło tsunami okulistycznych pacjentów, jak przewidywał przed naszym przyjazdem Ks. Wojtek. Zapalenia spojówek, okulary jak zawsze. Ale byli też bardzo poważnie chorzy, niewidomi pacjenci, którzy już nigdy nie będą mogli zobaczyć nikogo i niczego. Dzieci z uszkodzeniem nerwu wzrokowego po przebytej malarii mózgowej – było ich dzisiaj troje. Jedno z nich, chłopiec 15 letni  stracił widzenie niedawno, nie potrafi się poruszać, boi się chodzić. Pytam kiedy przestał widzieć – pół roku temu. Chodził do szkoły, dobrze się uczył – teraz to już nie wróci.  Chłopcy po przebytych urazach – jeden z nich widać, że po uderzeniu kawałkiem drzewa przeszedł ciężkie zapalenie oka, tzw. endoftamit. Nic nie da się dla nich zrobić. Oko jest bardzo miękkie – hypotonia – daję krople ze sterydem, okulary p/ słoneczne chroniące drugie oko i tyle mogę zrobić. Z drugim chłopakiem jest lepsza sytuacja. Ma podwichnięte soczewki w obu oczach, prawdopodobnie po urazie, do którego się nie przyznaje. Z grubymi okularami trochę widzi. Dajemy okulary i tłumaczymy, że bez poważnej operacji lepiej widział nie będzie.

I pacjentka, którą przywiozła polska Siostra Jadwiga z sąsiedniej miejscowości to młodaa kobieta, około 30 –tki.

Samotna matka czworga dzieci. Przy porodzie pierwszego dziecka straciła widzenie. Wchodzi do nas prowadzona przez swoje najmłodsze dziecko. Chłopczyk trzyma jeden koniec metrowego kija, Ona drugi. Mały wchodzi pewnym krokiem do gabinetu, mama spokojnie idzie za nim. Widać, że przyzwyczajona do swojej ślepoty, a jej mały przewodnik do prowadzenia. Pacjentkę zobaczycie na zdjęciach. Nie widzi, nie ma poczucia światła, czyli nie wie czy dzień czy noc. Rozmawiam z Siostrą o tej pacjentce – mąż zostawił ją, ale płaci na dzieci. Dwoje najmłodszych dzieci mieszka z nią. Co rzadko się zdarza w Afryce, ludzie jej bardzo pomogli. Dyrektorka szkoły w miejscowości gdzie mieszka zorganizowała zbiórkę pieniędzy i pomogła wybudować dla tej kobiety murowany domek. Dzieci zawsze pomagały jej w poruszaniu. Co niedzielę idzie przez dwie górki do kościoła prowadzona na kiju przez dzieci. Nie możemy jej pomóc, ze spokojem przyjmuje informację, że nie będzie nigdy widziała. Mały bierze kija, podaje mamie i dzielnie rusza przed siebie,  matka za nim. Niesamowita scena.

I tak dzisiaj przebadaliśmy 84 pacjentów. W między czasie były trzy ulewy, tak ogromne i głośne, że nie słyszałam co nasza tłumaczka, która stała przy mnie, mówi. A teraz już jest ciepła woda i kończę dzisiejsze wiadomości. Pora odpocząć.

 

Fot. Dzień zaczęliśmy od badania uczennic szkoły średniej dla dziewcząt z sąsiedniej miejscowości, które przywiozła Polka Siostra Jadwiga. 7701

 

Fot. Stolik z okularami słonecznymi dla dzieci.

IMG_7725

Fot. Dobieramy okulary.

IMG_7732

Fot. Kolejka przez cały dzień jest taka sama.

IMG_7734

IMG_7744

Fot. Zakupiony dzięki zbiórce ludzi dobrej woli i Fundacji Dzieci Afryki. Zbieramy dalej na leki i brakujący sprzęt – jak pomóc: http://okuliscidlaafryki.pl/jak-pomoc/pomoc-finansowa/

IMG_7749

Fot.  Było dziś tylu pacjentów, że w połowie dnia wyczerpała się bateria do retinomaxu. Prądu nie było, ale na szczęście druga bateria wytrzymała.

IMG_7753

Fot. Beatrise jest pielęgniarką i tłumaczką. Przyjechała tu z Kenii. Dlatego dobrze zna angielski. W Tanzanii z angielskim jest różnie, ale o tym innym razem.

IMG_7758

Fot. To genialny pomysł, że tylko są pacjenci na krzesełkach są pod gabinetem, reszta jest w innej części poradni.

IMG_7763 IMG_7767

Fot. Dziecko prowadzi niewidomą matkę.

IMG_7794

Fot. Pacjentka prowadzona na kiju przez swoje dzieci.

IMG_7798

Fot. Z naszą tłumaczką Beatris

IMG_7808

Fot. Środek dnia  -poczekalnia pełna.

IMG_7809 IMG_7810

Fot. Poczekalnia przeniesiona pod ścianę.

IMG_7819

Fot. Amanda z 94 letnim pacjentem

IMG_7820