Po tygodniu pracy garść refleksji.

Przed wyjazdem do Kamerunu nie wiedziałem, kto przyjdzie do gabinetu po pomoc. Miałem, co najwyżej mgliste wyobrażenia o tej pracy, a i dziś, to co wiem, to jedynie garść wrażeń, a nie wiedza o tym kraju, ludziach, ich rzeczywistych potrzebach czy społeczeństwie.

Pacjenci
Generalnie odnoszę wrażenie, że do poradni zgłaszają się ci pacjenci, którzy są bardziej świadomi potrzeb zdrowotnych. Nauczyciele, urzędnicy, uczniowie starszych klas, zatroskane o dzieci matki, dbające częściej o siebie kobiety, ci, którzy już byli gdzieś leczeni, a nawet operowani, ciężko schorowani, niewidomi, bądź niemal ślepi ludzie, o których troszczą się ich dzieci itp. Przypuszczam jednak, że w tysiącach przydrożnych, zbitych z desek lub zrobionych z ubitej ziemi brykietów i pokrytych blachą falistą, bieda-domów kryją się setki okulistycznych pacjentów, którzy nawet nie wiedzą, że istnieje lekarz zajmujący się chorobami oczu. Ci tracą wzrok nieleczeni w ogóle lub leczeni “tradycyjnymi” lub szamańskimi metodami.
Wszyscy przychodzący do nas tu – we wschodnim Kamerunie – mówią po francusku. Angielski zna znacznie mniej osób, mimo że jest to drugi język oficjalny (bardziej popularny jest w byłych brytyjskich częściach zachodniego Kamerunu).
Artur tłumaczy zatem niemal non-stop. Ja przechodzę przyspieszony kurs francuskiego.
Jak z każdym pacjentem w Polsce, tak i tu, staram się porozmawiać, dowiedzieć czegoś więcej, ale kiedy w poradni badamy w ciągu dnia 40-55 osób, siłą rzeczy świadomość, że na korytarzu oczekuje tak wielu chorych, zmusza mnie do ograniczenia rozmów do omawiania problemów zdrowotnych tych ludzi, a nie ogólnych rozważań o ich życiu, pracy, czy problemach społecznych.

Okulary vs Okuliści dla Afryki

Wbrew moim wcześniejszym wyobrażeniom, spektrum problemów, z którymi jako lekarz się tu spotykam jest niezwykle szerokie.
Większość kojarzy tę akcję z hasłem “Okulary dla Afryki”, jednak dobór okularów, to mały wycinek tej pracy.

Światło
Chorób wywoływanych przez promieniowanie UV mogłem się spodziewać, ale nie sądziłem, że w ciągu tygodnia zobaczę trzy razy tyle przypadków skrzydlika, co przez rok pracy w Polsce.
W ogóle światło jest tu wielkim problemem – dużo za silne w ciągu dnia (naiwnie myślałem, że ludzie w Afryce są do niego naturalnie przyzwyczajeni) i dużo za słabe wieczorami. Ludzie żyją tu po zmroku, a na równiku ciemno robi się już około 18, niemal po ciemku, przy lampach naftowych, ogniskach, na których gotuje się posiłki, słabych żarówkach działających przy niskich napięciach itd. Co z tego, że mają w miasteczku elektryczność, skoro tylko w ostatnim tygodniu przez 3 dni z rzędu, cała prowincja nie miała światła i tylko dzięki zapobiegliwości sióstr-misjonarek generatory prądu i panele słoneczne w przychodni umożliwiły nam pracę.

Powietrze
O naszym powietrzu w Polsce myślimy, że jest zanieczyszczone i to jest oczywiście prawda. Ale wyobrażenie, że tu jest dżungla, natura i generalnie eko, nijak się ma do rzeczywistości. W powietrzu unoszą się tony czerwonego pyłu (jest pora sucha i auto po kilku godzinach pokryte jest grubą warstwą ceglastego brudu; panele słoneczne pokrywając się kilkucentymetrową warstwą kurzu, przestają generować prąd), mnóstwo sadzy z wypalanych bezmyślnie lasów tropikalnych, widoczny gołym okiem smog z płonących przydrożnych wysypisk śmieci z wszechobecnym plastikiem, czy przydomowych ognisk służących za kuchnie itp.). To wszystko trafia tu ludziom do płuc i oczywiście do oczu, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Woda
Ludzie kąpią się tu w rzekach. Wodę do domu przynoszą w plastikowych baniakach – jest to jedno z zadań należących do codziennych obowiązków kobiet i dzieci (lekcje dzieci i młodzież odrabiają często już po ciemku, po wykonaniu prac w gospodarstwie).
W kontekście chorób oczu, rzeki i mokradła to źródło onchocerkozy (ślepoty rzecznej). Nicienie wywołujące tę chorobę przenoszone są do organizmu ludzkiego przez kąsające meszki. Filarie rozwijają się i rozmnażają w podskórnych guzkach, a ich potomstwo wędrują po całym organizmie i dostaje się między innymi do wnętrza oczu.
Wielu niewidomych, których widziałem, straciło wzrok albo przez śródmiąższowe zapalenie rogówki, albo przez zaćmę wikłającą w przebiegu przebytego zapalenia błony naczyniowej, albo wskutek zmian w siatkówce i naczyniówce oka.
Generalnie, kiedy pytam o zdrowie ogólne, wszyscy niemal odpowiadają, że są zdrowi, ale po uszczegółowieniu pytań okazuje się, że co dziesiąty pacjent jest zakażony HIV (kobiety, mężczyźni i oczywiście dzieci), a większość starszych osób ma filariozę. Niemal wszyscy tu żyjący mieli kontakt z malarią.
Wiele osób ma blizny w rogówkach po przebytych zakażeniach czy urazach i nawet nie wie, skąd i jak się wzięły.

“La vue, c’est la vie” *

Zatem okulary są tu bardzo potrzebne i stanowią dla mieszkańców Afryki wielką pomoc. Ale problemów do rozwiązania i medycznych wyzwań jest zdecydowanie więcej.
Wyzwaniem jest brak powszechnej, publicznej, czy dostępnej na tutejsze kieszenie opieki zdrowotnej. Brakuje świadomości społecznej i podstawowych nawyków dbania o zdrowie. Istniejące warunki życia i brak elementarnej infrastruktury sprawiają, że czyste powietrze jest rarytasem, a dostęp do wody jedynie marzeniem. Setki ludzi cierpi z powodu głodu i niedożywienia.
Brakuje infrastruktury medycznej, sal operacyjnych i możliwości leczenia takich chorób, jak zaćma, jaskra, czy bielmo rogówki (oczywiście w szerszym kontekście wszystkich chorób możliwych do leczenia chirurgicznego). Potrzebny jest nowszy sprzęt diagnostyczny i odpowiednie leki. Onchocerkoza wymaga na przykład regularnego podawania całym populacjom iwermektyny w połączeniu z doksycykliną, by zapobiegać konsekwencjom tej choroby. Na malarię wciąż nie opracowano szczepionki.

Mimo budzącego mój ogromny szacunek poświęcenia i ciężkiej codziennej pracy, nawet najbardziej zaangażowani misjonarze/misjonarki czy aktywiści z organizacji non-profit, nie rozwiążą, bez masywnego wsparcia, gigantycznych problemów tych ludzi. Otwórzmy na to nasze oczy!

* “Widzieć, to znaczy żyć”

VIII MISJA 2 VIII MISJA 3 VIII MISJA